piątek, 24 stycznia 2014

Anioły w rodzinie


Nie zamierzam umniejszać znaczenia rodziny w życiu człowieka. Przeciwnie. Jest to wzór (negatywny lub pozytywny) relacji międzyludzkich, pierwszy model społeczeństwa, w którym wszyscy żyjemy. I tak jak to społeczeństwo, może być zbudowana prawidłowo, lub oparta na patologiach. Jednak to rodzina pozostaje podstawową komórką społeczną, to ona kształtuje nasze relacje z otaczającym światem. Od tego, jaka ona jest, zależy przyszłe życie człowieka.
W tradycyjnym ujęciu wprost z USC rodzina to mąż i żona, kobieta i mężczyzna, i role, które mają oni wspólnie wypełniać. Z czasem pojawiają się dzieci, które mają być przygotowywane przez rodzinę do życia w społeczności innych ludzi. Ok, ale nie zapominajmy, że rodzina nie powstaje w próżni. Tworzą ja jeszcze nie tylko dziadkowie, ale i cały sztafaż szwagrów, ciotek, stryjków, chrzestnych, kuzynów, etc. Wszyscy wiemy, jak istotne są te dalsze przyległości rodziny w naszym świecie. Dopiero poprzez wgląd w relacje między tak wskazanymi członkami rodziny uzyskujemy szerszą panoramę umożliwiającą wejście w dalsze relacje międzyludzkie. Od tego, jakie były one w rodzinie, może zależeć cała przyszłość człowieka, wiadomo.
Od tej uproszczonej wizji już tylko krok do struktur, które funkcjonują poza relacjami krwi, a które determinują rolę społeczną: do struktur mafijnych. Dziwi mnie, że „obrońców prawdziwej rodziny” nie bulwersuje fakt, że dla nazwania relacji przestępczych, o charakterze przemocowym i kryminalnym używa się na całym świecie tego samego słowa, co dla nazwania „uświęconej przez Boga relacji mężczyzny i kobiety”. Czy to nie jest hipokryzja? Jeżeli na układy mafijne przekłada się szereg pozytywnych konotacji pojęcia rodziny (vide cały „Ojciec chrzestny” Mario Puzo i F. F. Coppoli), co owocuje swoistym „uszlachetnieniem” stosunków opartych na zasadach sprzecznych z prawami i normami społecznymi? Czy  to nie godzi to w dobre imię rodziny jako takiej? Czy nie działa to w odwrotny sposób, sankcjonując przemoc i udrękę jako „naturalne” cechy współżycia rodzinnego? Czy właśnie przyzwolenie na takie dwuznaczności nie zakrawa na patologię?
Do dalszych refleksji na temat rodziny skłonił mnie seans „Aniołów w Ameryce” w reżyserii Mike’a Nicholsa. Opierając się na serialowych portretach relacji rodzinnych nie sposób nie zauważyć pogmatwanych relacji w rodzinie mormonów Pittów. Zaburzony model rodziny, opartej fałszywie na skądinąd silnych i stabilnych fundamentach religijnych okazuje się kolosem na glinianych nogach. Syn łudzi się, że może ojciec-despota go kochał,  tylko nie zdążył mu o tym powiedzieć przed śmiercią. Matka takich złudzeń nie ma, ale jest niespełnioną, nieświadomą swoich potrzeb samotną, niekochaną przez męża kobietą. Syn świadomie przenosi model układu pełnego nieprawdy i przemilczeń na związek swój i żony. Żona, uwikłana w przemocowe  relacje we własnej zakłamanej rodzinie podświadomie wyczuwa fałsz swojego małżeństwa i z popada w uzależnienie od valium. Taki portret rodziny budzi sprzeciw i odrazę. Dwulicowość i nieszczerość, ukryte pod faryzejską zasłoną religijnych dogmatów nie mogą być właściwym punktem odniesienia we współczesnym świecie, bo potencjalnie (i faktycznie) niszczy ludzkie życie.
Z drugiej strony pojawia się model relacji, których nikt nie chce jeszcze nazwać rodzinnymi, a które z pewnością stanowią model więzów łączących dwóch młodych gejów. Bohaterowie wywodzą się z jakże różnych, a jednak podobnych środowisk (goj – WASP i laicki Żyd, obaj z szanowanych rodów). Są w długoletnim związku, który za sprawą HIV i AIDS przechodzi poważny kryzys. Jednocześnie obaj uczą się siebie i życia, odpowiedzialności za drugiego człowieka, relacji, którą tak opisał Antoine de Saint – Exupéry historią o oswojeniu Lisa:
-"Oswoić" znaczy "stworzyć więzy". […] Teraz jesteś dla mnie tylko małym chłopcem, podobnym do stu tysięcy małych chłopców. Nie potrzebuję ciebie. I ty mnie nie potrzebujesz. Jestem dla ciebie tylko lisem, podobnym do stu tysięcy innych lisów. Lecz jeżeli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla ciebie jedyny na świecie. […] jeślibyś mnie oswoił, moje życie nabrałoby blasku. Z daleka będę rozpoznawał twoje kroki - tak różne od innych […] - Poznaje się tylko to, co się oswoi - powiedział lis. - Ludzie mają zbyt mało czasu, aby cokolwiek poznać. Kupują w sklepach rzeczy gotowe. A ponieważ nie ma magazynów z przyjaciółmi, więc ludzie nie mają przyjaciół. Jeśli chcesz mieć przyjaciela, oswój mnie!
- A jak się to robi? - spytał Mały Książę.
- Trzeba być bardzo cierpliwym. Na początku siądziesz w pewnej odległości ode mnie, ot tak, na trawie. Będę spoglądać na ciebie kątem oka, a ty nic nie powiesz. Mowa jest źródłem nieporozumień. [...][1]
Faktem jest, że relacja obu młodych mężczyzn jest trudna, ale jest też źródłem gorzkiej prawdy o człowieczeństwie i w ostateczności  - do samopoznania. W konsekwencji prowadzi do  triumfu uczciwości i odpowiedzialności za kochaną osobę nad fałszem i egoizmem. Czy ukształtowana w ten sposób dojrzewająca relacja międzyludzka nie jest w rzeczy samej bliższa ideału rodzinnych stosunków, niż pełne hipokryzji układy Pittów, jakkolwiek to one są prawnie i religijnie usankcjonowane? Czy nie zdrowsze są, nawet bolesne  relacje, ale bazujące na uczciwości i przyjaźni, od tych, które w majestacie prawa pozwalają łamać dekalog i prawa drugiego człowieka? Jakże wymowna staje się przy takim rozumieniu słowa „rodzina” ostatnia scena filmu, w której czwórka bohaterów świętuje urodziny Priora. W kontekście całości serialu wydaje się ona echem innych słów francuskiego pisarza:
„Zaopiekowanie się chorym, przyjęcie do domu wygnańca, nawet przebaczenie winnemu – nabierają wartości jedynie dzięki uśmiechowi, który nadaje blask świętu. Łączymy się uśmiechem ponad różnicami języków, kast i partii. Jesteśmy wyznawcami jednego Kościoła: ten drugi człowiek z jego zwyczajami i ja z moimi. Czy ten rodzaj radości nie jest najcenniejszym owocem naszej cywilizacji?”[2]
Czy relacje rodzinne nie mogą odnosić się do takiej właśnie sytuacji? W świetle słów pisarza serialowe anioły mogą być w nas i tylko od nas zależy, czy będziemy w stanie dostrzec ich interwencję. I czy uda nam się wprowadzić w życie rodzinne, społeczne i religijne ideały, które nam podobno przyświecają…



[1] http://k_sidorczuk.republika.pl/mysli6.htm
[2] http://pl.wikiquote.org/wiki/Antoine_de_Saint-Exup%C3%A9ry

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz