poniedziałek, 23 grudnia 2013

Nagość narzędziem walki politycznej

Niedawno miałam okazję przeczytać artykuł Katarzyny Kwiatkowskiej poświęcony kobiecemu ruchowi FEMEN zamieszczony w „Wysokich Obcasach” z 9.11.2013 r. (nr 45)1. Artykuł ten w sposób przewrotny koresponduje z tekstem „Piersi zachęcają do oglądania”. FEMEN nie jest zarejestrowaną organizacją, ale ruchem społecznym, którego działalność zapoczątkowały studentki na Uraninie w 2008 r. Obecnie FEMEN ma sekcje w sześciu miastach Ukrainy, a także oddziały w Niemczech, Belgii, Hiszpanii, Polsce, Portugalii, Rosji i Francji. Grupa liczy ok. 300 osób, w tym kilku mężczyzn. Katarzyna Kwiatkowska opisuje spotykanie z członkiniami francuskiego oddziału FEMENU w Paryżu. Liderką grupy jest zbiegła z Ukrainy 23-letnia Inna Szewczenko, która zorganizowała paryski oddział grupy i szkoli członkinie do walki politycznej. Cechą charakterystyczną FEMENU jest uprawianie tzw. „sekstremizmu” – manifestacji publicznych z obnażoną piersią. Członkinie grupy śledzą duże wydarzenia publiczne i podążają za światowymi przywódcami politycznymi (m.in. za W. Putinem, A. Merkel, F. Hollandem) i podczas ich publicznych wystąpień rozbierają się od pasa w górę skandując hasła i unosząc transparenty. FEMEN walczy z prostytucją, przemocą wobec kobiet, potępia patriarchat, sprzeciwia się turystyce seksualnej, międzynarodowym agencjom matrymonialnym, walczy z naruszaniem praw obywatelskich biorąc w obronę również mniejszości seksualne. Katarzyna Kwiatkowska w swoim artykule próbuje dowiedzieć się, co skłoniło kobiety z FEMENU do przyjęcia tak ekstremalnych form protestu. Inna Szewczenko odpowiada, że w białych bluzkach i czarnych spódnicach nikt nie zwróciłby uwagi na głos kobiet. Zdjęcie bluzek to „krzyk naszych dusz”. Koleżanki Innej dodają, że tradycyjny feminizm już im się znudził, taki „grzeczny” feminizm jest dobry w debatach, ale zazwyczaj bezużyteczny w skutkach, tymczasem dziewczyny z FEMENU chcą brać udział w ulicznych akcjach. Sekstremizm nie jest według nich sprzeczny z feministyczną wizją kobiecości. Nie wstydzą się rozbierać publicznie, bo ich ciała należą tylko do nich. Na pytanie, czy podczas akcji dziewczyny nie czują się nagie, odpowiadają, że wtedy ich ciała nabierają innego znaczenia – są narzędziem walki i rewolucji. Jednak, co zaznacza Inna Szewczenko, nagość protestujących kobiet ma być agresywna, wyrażać bunt i frustrację, w żadnym razie nie może być ponętna i seksowna. Po lekturze artykułu miałam ambiwalentne uczucia co do drogi, jaką wybrały aktywistki z FEMENU. Zastanawia mnie, czy w dzisiejszym świecie, tak bardzo przesyconym nagością, gdzie kobiety traktuje się przedmiotowo i przede wszystkim w kontekście seksualnym (najlepszym tego przykładem jest masa reklam wykorzystujących wizerunek półnagich kobiet), forma walki, jaką wybrały członkinie FEMENU ostatecznie nie godzi w wartości, które ma chronić. Czy takie „nagie” akcje nie utrwalają schematu sprzedaży, w tej sytuacji nie towarów, ale haseł, przy użyciu nagości kobiet. Niewątpliwie taka forma protestu zwraca uwagę mediów i przyczynia się do nagłośnienia problemów, o jakich krzyczą aktywistki. Niemniej jednak zastanawiam się, czy rozebrana do pasa Femenka wykrzykująca hasła walki z prostytucją, czy turystyką seksualną swoim działaniem nie wzmacnia utartych schematów, nie podsyca seksizmu. Krytycy patriarchatu i osoby zaangażowane w walkę o prawa kobiet zawsze zwracają uwagę na to, że w patriarchalnym społeczeństwie głosu kobiet nikt nie chce słuchać, że na kobiety przede wszystkim się patrzy, traktując je jako obiekty seksualne. Czy nie jest zatem tak, że Femenki rozbierając się przyczyniają się do utrzymania w mocy sloganu, iż nagość sprzedaje się najlepiej? 1. Wydanie internetowe WO: http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,14918199.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz