W
niedzielę 29 grudnia 2013r. we wszystkich kościołach w Polsce
zostanie fakultatywnie odczytany (bo ostatnie słowo należy do
ordynariusza diecezji) list pasterski na Niedzielę
Świętej Rodziny 2013 roku. Z jego treścią można się zapoznać
już teraz na stronie internetowej Konferencji Episkopatu Polski.
Jego lektura skłoniła mnie do kilku refleksji.
Po
pierwsze sama jego treść, z przykrością przyznaję, wcale mnie
już nie szokuje, bo przecież stanowisko kościoła wobec kwestii
gender wybrzmiało dość dobrze w mediach. Dla zainteresowanych,
którzy chcieliby przywołać kontekst, polecam ostanie wypowiedzi
Michalika, Oko, Bortkiewicza, Ryczana, itd. Tak więc dobrze się
jednak stało, że pod egidą KEP ideologia gender przetrwała i
równie dobrze straszy dorosłe dzieci i dzieci dzieci co w
opowiadaniach rycerza Oko o homoideologii, legalizacji pedofilii,
seksualnym pobudzaniu dzieci, pedofilii kazirodczej i innych
seksualnych maniactwach. Stawia to pod znakiem zapytania kwestię
tzw. otwartego kościoła- przynajmniej w polskim wydaniu. Szkoda. Bo
jak dodaje sama Agnieszka Graff wśród feministek wiele jest
katoliczek. Również teologia feministyczna jasno pokazuje, że komuś
zależy by na nowo odczytać Biblię i odnaleźć w niej miejsce dla
nieheteronormatywnych ( np. "Chleb i pomarańcza na sederowym
talerzu"). W tej atmosferze nawet otwarcie kwestii tolerancji
dla homoseksualizmu przez papieża Franciszka czy też głosy, że
pierwszym ideologiem gender był Jezus Chrystus przez ten dym się
nie przebiją, bo przecież powoływanie się na Jana Pawła II,
prawa natury, fundamentalne wartości w zestawieniu z obawami przed
rozkładem rodziny, klęską człowieka, eksperymentami na dzieciach
itd. mają dezorientować. Jak dla mnie motyw strachu w bajkach nadal
dobrze się sprzedaje.
Po
drugie, choć jestem zadeklarowanym ateistą, czuję się adresatem
tego nawoływania. Słowa te są przecież skierowane także do ludzi
dobrej woli. Jako człowiek dobrej woli, który dobro rozumie przez
równouprawnienie, a wolę przez wiarę w siłę sprawczą człowieka,
który w swej nieograniczonej różnorodności powołał na ten świat
zjawisko różnego rodzaju bóstw, uważam, że nawet średnio
rozgarnięty katolik, stojący w kaszmirowym płaszczu ,w wypełnionym
nie tak już po brzegi kościele podczas pasterki, ale nadal z pewną
wesołością objawiającą się najczęściej na zaczerwienionych
polikach, gdzieś tam odczuwa, że ten świat jest różnorodny.
Rodzina nie jest jakimś tam monolitem, bo bijący, nie bijący,
pijący, nie pijący, rozwiedziony ojciec, czy matka, wdowa lub
wdowiec (ale z przychówkiem) mogą tworzyć jej (rodziny) zasadniczy
element. Bo przecież ideał rodziny pozostał już tylko w
katechiźmie kościoła katolickiego. Jak to zatem jest, że zimową
porą- choć temperatury są łaskawe- bajka z ambony dociera
najczęściej z prostym przesłaniem- wilkołaki, wampiry, czarownice
i wreszcie ta ideologia gender staje się elementem w binarnym,
baśniowym świecie kościoła katolickiego, gdzie po drugiej stronie
ksiądz pedofil- ofiara swojej ofiary, która sama do niego lgnie, a
samo działanie jest najzwyczajniej działaniem
bioenergoterapeutycznym na zapewne schorowane narządy płciowe
nieletniej ofiary- walczy jak lew z homoideologią, legalizacją
pedofilii, seksualnym pobudzaniem dzieci, pedofilii kazirodczej i
innymi seksualnymi maniactwami.
Poprzedzający
fragment jest dość emocjonalny, ale daje asumpt do rozmyślania, co
dalej z gender. Cokolwiek by nie powiedzieć, napytaliśmy sobie
strasznej biedy... "wróg" w postaci polskiego katolickiego
duchowieństwa to nie przelewki. Firma ta istnieje od wieków, ma się
dobrze, inwestuje w kreowanie dochodu pasywnego, zagrabiając
wartościowe nieruchomości i właśnie na najbliższe
dziesięciolecia znalazła sobie wroga ludzkości- ideologię gender.
Jak dla mnie skoordynowanie działań zmierzających do obrony
naszych ideałów polegać musi na zróżnicowanym podejściu do
"wroga". Proponuję rozproszenie sił. Pozbawionym sensu
wydaje mi się szukanie jedynie słusznego rozwiązania w pisaniu,
czy nie pisaniu do papieża Franciszka. Zdaniem niektórych kościół
to naturalny sojusznik ruchu kobiecego. Jak dla mnie skoordynowanie
działań zmierzających do obrony naszych ideałów polegać musi na
zróżnicowanym podejściu do "wroga". Dlatego cieszy mnie
próba rozliczenia organizacji kościelnych z wydania unijnych
pieniędzy na realizację różnych celów, które jednak realizować
miały zasady gender mainstreaming.
to uczta intelektualna móc czytać dobre teksty. Dzięki Panie mecenasie :)
OdpowiedzUsuń