sobota, 28 grudnia 2013

Cała Polska czyta dzieciom... o tym jak powstają wilkołaki, wampiry, czarownice... ideologia gender.

W niedzielę 29 grudnia 2013r. we wszystkich kościołach w Polsce zostanie fakultatywnie odczytany (bo ostatnie słowo należy do ordynariusza diecezji) list pasterski na Niedzielę Świętej Rodziny 2013 roku. Z jego treścią można się zapoznać już teraz na stronie internetowej Konferencji Episkopatu Polski. Jego lektura skłoniła mnie do kilku refleksji.
Po pierwsze sama jego treść, z przykrością przyznaję, wcale mnie już nie szokuje, bo przecież stanowisko kościoła wobec kwestii gender wybrzmiało dość dobrze w mediach. Dla zainteresowanych, którzy chcieliby przywołać kontekst, polecam ostanie wypowiedzi Michalika, Oko, Bortkiewicza, Ryczana, itd. Tak więc dobrze się jednak stało, że pod egidą KEP ideologia gender przetrwała i równie dobrze straszy dorosłe dzieci i dzieci dzieci co w opowiadaniach rycerza Oko o homoideologii, legalizacji pedofilii, seksualnym pobudzaniu dzieci, pedofilii kazirodczej i innych seksualnych maniactwach. Stawia to pod znakiem zapytania kwestię tzw. otwartego kościoła- przynajmniej w polskim wydaniu. Szkoda. Bo jak dodaje sama Agnieszka Graff wśród feministek wiele jest katoliczek. Również teologia feministyczna jasno pokazuje, że komuś zależy by na nowo odczytać Biblię i odnaleźć w niej miejsce dla nieheteronormatywnych ( np. "Chleb i pomarańcza na sederowym talerzu"). W tej atmosferze nawet otwarcie kwestii tolerancji dla homoseksualizmu przez papieża Franciszka czy też głosy, że pierwszym ideologiem gender był Jezus Chrystus przez ten dym się nie przebiją, bo przecież powoływanie się na Jana Pawła II, prawa natury, fundamentalne wartości w zestawieniu z obawami przed rozkładem rodziny, klęską człowieka, eksperymentami na dzieciach itd. mają dezorientować. Jak dla mnie motyw strachu w bajkach nadal dobrze się sprzedaje.
Po drugie, choć jestem zadeklarowanym ateistą, czuję się adresatem tego nawoływania. Słowa te są przecież skierowane także do ludzi dobrej woli. Jako człowiek dobrej woli, który dobro rozumie przez równouprawnienie, a wolę przez wiarę w siłę sprawczą człowieka, który w swej nieograniczonej różnorodności powołał na ten świat zjawisko różnego rodzaju bóstw, uważam, że nawet średnio rozgarnięty katolik, stojący w kaszmirowym płaszczu ,w wypełnionym nie tak już po brzegi kościele podczas pasterki, ale nadal z pewną wesołością objawiającą się najczęściej na zaczerwienionych polikach, gdzieś tam odczuwa, że ten świat jest różnorodny. Rodzina nie jest jakimś tam monolitem, bo bijący, nie bijący, pijący, nie pijący, rozwiedziony ojciec, czy matka, wdowa lub wdowiec (ale z przychówkiem) mogą tworzyć jej (rodziny) zasadniczy element. Bo przecież ideał rodziny pozostał już tylko w katechiźmie kościoła katolickiego. Jak to zatem jest, że zimową porą- choć temperatury są łaskawe- bajka z ambony dociera najczęściej z prostym przesłaniem- wilkołaki, wampiry, czarownice i wreszcie ta ideologia gender staje się elementem w binarnym, baśniowym świecie kościoła katolickiego, gdzie po drugiej stronie ksiądz pedofil- ofiara swojej ofiary, która sama do niego lgnie, a samo działanie jest najzwyczajniej działaniem bioenergoterapeutycznym na zapewne schorowane narządy płciowe nieletniej ofiary- walczy jak lew z homoideologią, legalizacją pedofilii, seksualnym pobudzaniem dzieci, pedofilii kazirodczej i innymi seksualnymi maniactwami.
Poprzedzający fragment jest dość emocjonalny, ale daje asumpt do rozmyślania, co dalej z gender. Cokolwiek by nie powiedzieć, napytaliśmy sobie strasznej biedy... "wróg" w postaci polskiego katolickiego duchowieństwa to nie przelewki. Firma ta istnieje od wieków, ma się dobrze, inwestuje w kreowanie dochodu pasywnego, zagrabiając wartościowe nieruchomości i właśnie na najbliższe dziesięciolecia znalazła sobie wroga ludzkości- ideologię gender. Jak dla mnie skoordynowanie działań zmierzających do obrony naszych ideałów polegać musi na zróżnicowanym podejściu do "wroga". Proponuję rozproszenie sił. Pozbawionym sensu wydaje mi się szukanie jedynie słusznego rozwiązania w pisaniu, czy nie pisaniu do papieża Franciszka. Zdaniem niektórych kościół to naturalny sojusznik ruchu kobiecego. Jak dla mnie skoordynowanie działań zmierzających do obrony naszych ideałów polegać musi na zróżnicowanym podejściu do "wroga". Dlatego cieszy mnie próba rozliczenia organizacji kościelnych z wydania unijnych pieniędzy na realizację różnych celów, które jednak realizować miały zasady gender mainstreaming.

1 komentarz:

  1. to uczta intelektualna móc czytać dobre teksty. Dzięki Panie mecenasie :)

    OdpowiedzUsuń