Lektura
tekstu Mary Kate McGowan poświęconego pornografii w
ujęciu Catharine MacKinnon
oraz fragmentów encyklopedii filozofii uniwersytetu Stanforda skłoniła mnie do
następujących refleksji.
Definicja
pornografii oparta na etymologii greckiego słowa pornographos,
przymiotnika, który oznaczał wytwór ludzkich rąk lub dzieło sztuki (później
także literatury) poświęcony życiu prostytutek (z gr. pornē
prostytutka + graphein pisać; πορνεία, porneia ) mający na celu wzbudzanie
podniecenia seksualnego[1]
sugeruje niewielką wartość estetyczną tego rodzaju tekstu kultury. Ilość
zachowanych świadectw materialnych świadczy
jednak o randze tego tematu oraz
jego powolnej sublimacji i estetyzacji. Dowodzą tego zachowane materiały
źródłowe takie jak antyczna grecka ceramika,
malowidła na ścianach lupanaru w Pompejach czy „Sztuka kochania”
Owidiusza. Na uwagę zasługuje jednak ich pierwotnie informacyjny i użytkowy charakter.
Definicja
pornografii według MacKinnon i Dworkin[2]
skupia się przede wszystkim na kwestii odebrania
kobietom głosu oraz na braku równości kobiet wobec mężczyzn.
Dzisiejsza próba interpretacji tego zjawiska powinna odzwierciedlać zmiany
zaistniałe w społeczeństwach euroatlantyckiego kręgu kulturowego pod wpływem
zdobyczy kolejnych fal feminizmu. Ponieważ
jednak także w szeregach feministek nie ma zgody co do zaproponowanej przez MacKinnon
i Dworkin definicji pornografii, istotnym staje się
element świadomego wyboru ścieżki kariery dokonywanego przez kobiety (i nie
tylko)[3],
które mogą nie czuć się wykorzystywane i poniżane przez mężczyzn. Co za tym
idzie, w definiowaniu pornografii można i należy uwzględniać także aspekt
ekonomiczny, najczęściej, lecz nie wyłącznie, prowadzący do nadużyć i przemocy. Jest
to nierozerwalnie związane z konsumpcyjnym modelem dzisiejszego życia i coraz
większym liberalizmem ekonomicznym. Jak sugeruje Ewa Maria Nemeth w swoim
artykule „Seksualizm a pieniądze”[4] ,
„… pieniądz […] jest towarem totalnym, mającym zdolność obracania w towar
wszystko, co istnieje” i właśnie ten fakt powoduje szereg nadużyć, deprawacji, skutkuje handlem
kobietami i ich zniewoleniem[5], powoduje
narastanie przemocy wobec kobiet i mniejszości seksualnych oraz stereotypizacji ich wizerunku
w mediach.
Pojęta
w ten sposób definicja pornografii obejmowałaby nie tylko uprzedmiotowienie kobiet
czy dzieci, ale również transseksualistów i mężczyzn oraz sprowadzanie ich do
roli obiektów seksualnych, wykorzystywanych
cieleśnie wyłącznie dla osiągniecia podniecenia seksualnego przez
oglądających/oglądające (czy, jak się wydaje,
rzadziej - czytelników), popularyzując
w kulturze masowej pogląd o szczególnie kobiecej podległości wobec mężczyzn,
ale także sygnalizując marginalizowaną rolę
mężczyzn w dzisiejszym przemyśle pornograficznym. Czy kultura „maczyzmu” nie jest ubliżająca i
poniżająca także w stosunku do mężczyzn, muszących sprostać nierealnym
standardom przemysłu pornograficznego (zarówno aktorów jak i użytkowników
filmów pornograficznych)? Typowo rozumiana pornografia podkreśla
jedynie genitalny aspekt kopulacji. Stąd
jej anatomiczny charakter, pozbawiający akt seksualny sfery nie tylko
emocjonalnej, ale także fabularnej. Poza zbliżeniami narządów płciowych w stanie permanentnej gotowości nie istnieje
w filmach pornograficznych jakakolwiek akcja poza „akcją”. Czy to nie oznacza ubóstwa formy i treści? Ogłupiania
widza dosłownie i w przenośni?
Czy zatem
istnieje możliwość spojrzenia na pornografię jak na zjawisko normalne,
naturalne, a nawet niezbędne w codziennym życiu? Abstrahując od zatrważających doniesień
medialnych na temat zjawiska
uzależnienia od pornografii, a także negatywnego wpływu pornografii na pożycie
seksualne lub faktu, że to pornografia stanowi najpoważniejsze źródło wiedzy o
seksie wśród dzisiejszej młodzieży, można, a nawet trzeba zadać pytanie o
możliwość „odzyskania” pornografii, tak jak ma to miejsce w przypadku „teorii
pedalskiej”, a także znanych prób i skutecznych prób „odzyskania” słów queer i slut.
W
„odzyskaniu” pornografii znaczącą rolę może odegrać nie tylko jej terapeutyczna
funkcja w leczeniu zaburzeń seksualnych, ale także powstała w latach
osiemdziesiątych tzw. kobieca pornografia. Zaistniałe zmiany w kulturze powodują
zmianę sposobu rozumienia zjawisk z zakresu szeroko pojętej prostytucji i
pornografii. Jak referuje w swoim artykule
Nemeth: „[W] czasach nam współczesnych w zaskakującym
tempie rośnie zarówno oferta męskiej prostytucji, jak i zapotrzebowanie na nią
ze strony kobiet. Wielu młodych mężczyzn uznaje za wysoce atrakcyjne zajęcie
prezentowanie się w charakterze obiektów rozkoszy. Jaką masę wyobrażeń wyzwala
to wśród kobiet […]”. Ponieważ także w świetle badań nad seksualnością
człowieka okazało się, że „[z]daniem części kobiet oglądanie razem z partnerem
pornografii działa na nie podniecająco, inne chętnie ją oglądają w trakcie
masturbowania się,”[6]
znaczenie pornografii w życiu erotycznym człowieka nie powinno być kojarzone
wyłącznie z różnego rodzaju patologiami. Kwestia mody i otwierania się
społeczeństw na wiele dotychczasowych tematów tabu z pewnością mają tu swoje
znaczenie.
Warto
również za profesorem Lwem Starowiczem wspomnieć
o pornografii kobiecej, nurcie, który rozwija się na świecie od kilkunastu lat.
W Polsce nieco miejsca poświęciły mu „Wysokie obcasy”, ale dyskusji jeszcze nie
ma. Są to jednak filmy adresowane do partnerów, którzy doceniają nie tylko
cielesność, ale także potrzebę dialogu i bliskości. Jak mówi edukatorka Alicja
Długołęcka „[w] filmie ma być akcja, ciągłość narracji. Nie do przyjęcia jest
seks wyrwany z kontekstu, chyba że są to marzenia bohaterki. W miejsce
'ginekologicznej pornografii' ma się pojawić erotyzm. Punktem wyjścia są
pragnienia seksualne i przyjemność kobiety ze szczególnym naciskiem na
bliskość, namiętność i zmysłowość. W takim filmie ma być pokazany pozytywny
stosunek do ciała, przy czym ciało mężczyzny jest równowartościowym obiektem
erotycznym. Obrazy presji i przymusu są zakazane […][7].” Należy
podkreślić jednak fakt, że nie ma jeszcze wystarczających badań, mogących
potwierdzić uniwersalność (a więc atrakcyjność dla kobiet i mężczyzn różnych
orientacji seksualnych) filmów pornograficznych robionych przez kobiety dla
kobiet. Ponadto zmiana paradygmatu pornografii w społecznym odbiorze musi
wywołać rewolucję seksualną w sferze odbiorców dotychczasowej pornografii, a to
„oznacza nowe wyzwania i oczekiwania
wobec mężczyzn” (choć nie tylko ich). Niemniej jednak mogłaby to być bardzo
kusząca alternatywa, uwzględniająca przede wszystkim aspekty równościowe seksu.
Dlatego warto zastanowić się nad zjawiskiem kobiecej pornografii i być może,
zamiast ją zamieść pod dywan, czy, jak mówią MacKinnon i Dworkin,
uciszać, należy dopuścić ją do mainstreamu, aby głos odzyskały kobiety i
mniejszości seksualne? W ten sposób
kolejna sfera życia seksualnego mogłaby zostać uznana za „odzyskaną”, tym
bardziej, że jest to sfera niezwykle i od stuleci ważna dla człowieka.
[1] Por.
http://www.merriam-webster.com/dictionary/pornography
[2] http://plato.stanford.edu/entries/pornography-censorship
[3] Wydaje się, że jednomyślność panuje TYLKO co
do całkowitego potępienia wykorzystywania do procederu pornograficznego dzieci
i nieletnich. Por. http://plato.stanford.edu/entries/pornography-censorship
[4] Nemeth,
Ewa Maria, Seksualizm a pieniądze
[w:] Historia prostytucji , Dufour,
F.S. Pierre, Gdynia 1997. s. 15.
[6] Starowicz, Lew, O
miłości, Warszawa 2012,s. 160.
[7] http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96950,7505544,Kobiece_porno.html#TRrelSST
Pojęcie „uprzedmiotowienia” zdaje się być fundamentalnym elementem definicji pornografii – definicji dominującej czy hegemonicznej. Przenosząc niejako schemat i założenia konstruktu „hegemonicznej męskości” R. W. Connell na grunt pornografii, musimy zwrócić uwagę na fakt, że to, co hegemoniczne nie istnieje w próżni, nie funkcjonuje samo dla siebie. Potrzebujemy pewnego rodzaju odważnika lub odważników, aby tę „hegemoniczność” nieco złagodzić, zmiękczyć czy zdjąć z niej znaczny ciężar. Idealnej równowagi nie osiągniemy, jednak możemy bynajmniej wskazać na fakt, że istnieje szereg konstruktów podporządkowanych. Działają one na zasadzie równoważni, wprawiając to, co „hegemoniczne” w ruch, nadając temu znaczenie, a jednocześnie podważając przypisane temu sztywne stanowisko. I bardzo dobrze. Dlaczego? A to dlatego, że hegemoniczność jest po prostu niebezpieczna.
OdpowiedzUsuńNa szczęście nie istnieje jedna-jedyna definicja pornografii, podobnie jak uprzedmiotowienie nie jest uprzedmiotowieniu równe. Pojawia się tu założenie różnorodności i wielości. Każdy jest innym, każdy ma p r a w o wyrażać swoją indywidualność-wyrażać s i e b i e. Tylko, że to bycie sobą znacznie bardziej przypomina hasło z kampanii reklamowej popularnego napoju gazowanego: „Bądź sobą, pij Pepsi”. Pij to, co wszyscy, a będziesz sobą... Rób to, co wszyscy, a zadowolisz swoje „ja”? Może i brzmi to paradoksalnie, ale coś w tym jest. I to niemałe coś. Tym czymś, moim zdaniem, jest świadomość. Poczucie, że się jest lub, znacznie częściej, aspiruje do bycia członkiem/członkinią grona „h”. Sama świadomość, że zrobiło się ten pierwszy krok wielu dodaje skrzydeł. Pytanie, na jak długo... Hegemoniczność sprzedaje ludziom mrzonki, karmi niedorzecznościami. Tylko, że dla wielu ta niedorzeczność paradoksalnie jest celem.
Wracając do pornografii i uprzedmiotowienia jako odzwierciedlenia i koła napędowego świadomości. W artykule pt. „Kompleks Polski”, aut. Małgorzaty Święchowicz, przytoczona jest wypowiedź prof. Lwa-Starowicza, zdaniem którego „pornografia mężczyzn dobiła”. [1] Hegemoniczność ich dobiła-nadal dobija i tępi jak muchy. Nie jest ona wymierzona jedynie przeciwko kobietom. Mężczyzn też dosięga-i to dotkliwie. Badanie prof. Zbigniewa Izdebskiego pokazało, że Polscy mężczyźni podają, iż w stanie wzwodu mają 17,26cm. Europejka norma to 12-16cm. Niezły wynik. P o n a d p r z e c i ę t n y. Popularne stają się zabiegi powiększenia penisa poprzez wstrzyknięcie kwasu hialuronowego. Za kwotę mniej więcej w granicach od 3tys. do 6 tys. PLN męski członek zyskuje dodatkowe 3-5cm. Atrakcyjny, ponadprzeciętny penis = męskość? Tylko do kogo ta atrakcyjność ma przemawiać? Dla kogo ma być on atrakcyjny? ...hegemonia niestety nie siedzi cicho. Produkuje wzorce, które niewielu może doścignąć. Tylko, że hegemonia (jak bardzo nie byłaby ona abstrakcyjna) nie jest odczłowieczona. Ktoś ją tworzy, ktoś ją produkuje i wtłacza w naszą świadomość. Nawet jeśli mamy świadomość istnienia i działania tej właśnie świadomości „h”, i jeśli nawet próbujemy się jej przeciwstawiać, próbujemy ją kwestionować, dekonstruować czy redefiniować, zderzymy się z nią i tak. Przykład: Performance Carolee Schneemann „Zwój wewnętrzny” na wystawie sztuki współczesnej w Nowym Jorku w 1975r. i krótki cytat jako podsumowanie hegemonii i świadomości: „Nikt nie patrzył na moją pracę. Wszyscy się tylko zastanawiali, czy można mnie przelecieć, czy nie.” [2] Komentarz zbędny... Kropka.
[1] Małgorzata Święchowicz, „Kompleks Polski”, Newsweek 38/2013, 38.
[2] Karolina Sulej, „Kotka”, Wysokie Obcasy 9/2014, 18.
MT