wtorek, 11 marca 2014


JOANNA SOCHACKA
Czy każde ciało musi być sexi?

No właśnie – czy każde ciało musi być sexi i co to w ogóle oznacza. Oczywiście wyprzedzając wszelkie pytania,  z góry uprzedzam, że nie będę siliła się na udzielanie odpowiedzi uniwersalnej uwzględniającej kulturowe i historyczne zróżnicowanie tego pojęcia, ale skupię się na rzeczywistości funkcjonującej w zachodnioeuropejskim kregu kulturowym.

Gdyby zastanawiam się co oznacza przymiotnik sexi to dochodzę do wniosku, że identyfikuje on z jednej strony coś więcej niż opisanie danego zachowania czy osoby jako wywołującego (wywołującej) efekt podniecenia seksualnego, gdyż we współczesnej rzeczywistości medialnej wszystko – począwszy od telefonu komórkowego a skończywszy na gumofilcach może być sexi . Z drugiej zaś strony przymiotnik ten używany w kontekście seksualnym ma znaczenie niezmiernie ograniczone, albowiem odnosi się tylko do bardzo ściśle zdefiniowanego modelu cielesności,  gdzie każde odstępstwo od kulturowo zdefiniowanego obiektu seksualnego wyklucza użycie przymiotnika sexi, mimo wywoływania efektu podniecenia seksualnego. Co więcej, w mojej opinii kulturowe ograniczenia  w zakresie opisywania określonego zachowania, czy osoby jako sexi są znacznie bardziej restrykcyjne w stosunku do kobiet niż do mężczyzn.   Jedną z największych, o ile nie największą, różnicą jaka dzieli współcześnie obie płcie i wyznacza kulturowy zasięg możliwości i realny dostęp do władzy jest kulturowo skonstruowany stosunek każdej z płci do ciała oraz znaczenie jaka każda z płci przywiązuje do wyglądu zewnętrznego. Kultura poprzez system powiązanych ze sobą mechanizmów zachęcających i zniechęcających  - w różnym stopniu traktuje w tej kwestii kobiety i mężczyzn.  Bycie sexi oznacza zupełnie co innego dla kobiety i mężczyzny, a przekaz ten zaczyna się już na etapie wczesnego dzieciństwa.  Postulowany przez feministki pogląd by w równym stopniu zachęcać małe dziewczynki i małych chłopców do zabaw wykraczających poza kulturową granicę zabaw „chłopięcych” i „dziewczyńskich” to jedno, a widoczny gołym okiem stan faktyczny to drugie. Mimo postulowanych zmian podział na zabawy i zabawki dedykowane dla chłopców i dla dziewczynek ma się dobrze tak w domach, jak i na podwórkach, w przedszkolach, jak również niemal w każdym sklepie z artykułami dla dzieci. Po drugie – co w kontekście znaczenia słowa seksi niepokoi jeszcze bardziej – to podstępująca w ostatnich latach seksulalizacja zabawek adresowanych dla dziewcząt, które siłą rzeczy oddziaływają również na chłopców i sposób w jaki chłopcy postrzegają dziewczynki, a po średnio również samych siebie.  Zarówno lalki dedykowane i kupowane  dziewczynkom od najmłodszych lat, jak i bohaterki bajek dla dzieci wyglądają bardzo podobnie i odpowiadają współczesnemu kanonowi urody: pełny  makijaż, rozjaśnione długie włosy, duże oczy, ogromne i zazwyczaj nienaturalne usta, wielki biust, wąziutka talia i długie szczupłe nogi, do tego obowiązkowo szpilki, mini spódniczki i odsłonięte brzuchy. Jeszcze gorzej wygląda to na etapie późniejszym, gdy z wieku przedszkolnego wchodzimy w wiek szkolny, bo tam zarówno w filmach, bajkach, grach komputerowych czy teledyskach panuje już jednoznaczny model ciała kobiecego – model który pokazuje zarówno chłopcom jaki dziewczynkom jakie są kulturowe oczekiwania wobec ciała kobiety.  Współcześnie dziewczynki dorastają w kulturze, która w sposób oczywisty kultywuje seksualność kobiecą, przy czym nie chodzi tu tylko i wyłącznie o jakakolwiek seksualność, ale o seksualność wyrażoną jedynym pożądanym modelem wyglądu.  Uważam, że bycie sexi to współcześnie styl życia i norma zachowań wytworzona przez heteronormatywny patriarchalny system i zinternalizowana przez wszystkie grupy społeczne, w tym – co zasługuje na szczególną uwagę – także przez bardzo małe dzieci (głównie dziewczynki) oraz dojrzale kobiety, które z przerażeniem próbują „leczyć” drążącą ich organizmy „chorobę”, która utrudnia spełnienie normy sexi, a która doczekała się wypowiadanej półszeptem nazwy „pesel”.  Oczywistym jest, że dziewczynkom od zawsze i od najmłodszych lat wmawiano, że dbanie o urodę o treść ich życia, ale współcześnie dbanie o urodę zyskało nowy walor „bycia sexi”. Wystarczy tylko prześledzić wycinki z prasy czy obejrzeć kilka filmów fabularnych by dostrzec, że model kobiecego piękna zmienia się nie z wieku na wiek, ale z dziesięciolecia na dziesięciolecie, a jak zauważa Magdalena Środa współczesny model kobiecego piękna jest wyjątkowo wredny i sadystyczny bo jest to model anorektyczny w którym kobieca piękność to  chudość, gładkość, świetlistość i beżowość. Współcześnie przymiotnikiem sexi nie określilibyśmy kobiety, której ciało jest masywne, silne, czy obfite, z trudnością przyszłoby nam użyć tego przymiotnika także w odniesieniu do kobiety dojrzałej – sexi może być tylko taka kobieta której ciało i sylwetka właściwsza byłaby dla dorastającego chłopca lub dorastającej dziewczynki.  Z ciałem kobiety -  i tylko kobiety trzeba nieustannie „coś robić” – golić, depilować, malować, kremować, poddawać zabiegom likwidującym zmarszczki i cellulit, podczas gdy mężczyzna po prostu ciało posiada.  Oczywiście kłamstwem byłoby twierdzenie, że współcześnie tylko kobiety dbają o swoje ciała, gdyż mężczyźni także dopasowują swoje ciało  obowiązujących kanonów, ale z całą pewnością brak takiego dopasowania nie niesie za sobą tak daleko posuniętych sankcji jak w przypadku kanonu obowiązującego dla kobiet.  O ile mężczyźni dbając o swoje ciało nie rezygnują z innych dostępnych kulturowo form samorealizacji, które kultura promuje w stosunku dla chłopców od najmłodszych lat, o tyle w przypadku kobiet dbanie o sexi wygląd stanowi coraz częściej jedyna dostępną kulturowo formę samorealizacji, nazywaną powszechnie forma samodoskonalenia. Kobieta aby być seksi powinna cały czas się doskonalić, przy czym owo doskonalenie nie ma nic wspólnego z samorozwojem, lecz polega na nieustannym udoskonalaniu swojego ciała, przy czym   realizacja „projektu ciało” jest zadaniem z góry skazanym na porażkę, albowiem doskonalenie i dyscyplinowanie ciała wymaga tak daleko posuniętego jego stałego przekształcania i upiekszania, że projekt ten nie może się nigdy zakończyć. Jednakże - jak zauważa Sandra Lee Bartky – nawet jeżeli kobiecie uda się wypracować piękne i seksowne ciało to zyskuje wprawdzie podziw i zainteresoiwanie innych osób, ale niewiele rzeczywistego prestiżu, gdyż wysiłek włożony w pielęgnowanie swojego ciała jest deprecjonowany i traktowany jako zajecie trywialne, błahe i nie mające żadnego większego znaczenia. [Sandra Lee Bartky „Faucault, kobiecość i unowocześnienie władzy patriarchalnej” w: „Gender. Perspektywa antropologiczna”, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2007].   Współczesna kultura od najmłodszych lat wmawia dziewczynkom, że atrakcyjność seksualna to przepustka do największych sukcesów, przy czym – na co zwraca uwagę Natasha Walter - widoczną silną seksualizację kultury ocenia się pozytywnie i powszechnie uważa jako oznakę równouprawnienia i wyzwolenia kobiet, podczas gdy w rzeczywistości przesadnie zseksualizowana kultura jest niezwykle opresyjna wobec kobiet i zamiast dawać wolność wtłacza kobiecy sukces w wąskie ramy atrakcyjności seksualnej [Natasha Walker „Żywe lalki. Powrót seksizmu”, Wydawnictwo Czarna Owca, warszawa 2012].  Oczywiście w obu wskazanych powyżej przykładowo oczekiwaniach wobec młodych dziewcząt – historycznego już oczekiwania bycia „grzeczną i ułożoną” oraz oczekiwania „bycia sexi” - określony kulturowo cel pozostaje niezmienny – wybić się na prowadzenia w wyścigu o męskie względy, którego ostatecznym finałem ma być zamążpójście, jednakże współcześnie bycie sexi oznacza jednocześnie promowanie jednego modelu i obrazu kobiecej seksualności który jak nigdy wcześniej jest zbliżony do obrazu obowiązującego w seksbiznesie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz