JOANNA SOCHACKA
Czy każde ciało musi
być sexi?
No właśnie – czy każde
ciało musi być sexi i co to w ogóle
oznacza. Oczywiście wyprzedzając wszelkie pytania, z góry uprzedzam, że nie będę siliła się na
udzielanie odpowiedzi uniwersalnej uwzględniającej kulturowe i historyczne
zróżnicowanie tego pojęcia, ale skupię się na rzeczywistości funkcjonującej w
zachodnioeuropejskim kregu kulturowym.
Gdyby zastanawiam się
co oznacza przymiotnik sexi to
dochodzę do wniosku, że identyfikuje on z jednej strony coś więcej niż opisanie
danego zachowania czy osoby jako wywołującego (wywołującej) efekt podniecenia
seksualnego, gdyż we współczesnej rzeczywistości medialnej wszystko – począwszy
od telefonu komórkowego a skończywszy na gumofilcach może być sexi . Z drugiej zaś strony przymiotnik
ten używany w kontekście seksualnym ma znaczenie niezmiernie ograniczone,
albowiem odnosi się tylko do bardzo ściśle zdefiniowanego modelu
cielesności, gdzie każde odstępstwo od
kulturowo zdefiniowanego obiektu seksualnego wyklucza użycie przymiotnika sexi, mimo wywoływania efektu
podniecenia seksualnego. Co więcej, w mojej opinii kulturowe ograniczenia w zakresie opisywania określonego zachowania,
czy osoby jako sexi są znacznie
bardziej restrykcyjne w stosunku do kobiet niż do mężczyzn. Jedną z największych, o ile nie największą,
różnicą jaka dzieli współcześnie obie płcie i wyznacza kulturowy zasięg
możliwości i realny dostęp do władzy jest kulturowo skonstruowany stosunek
każdej z płci do ciała oraz znaczenie jaka każda z płci przywiązuje do wyglądu
zewnętrznego. Kultura poprzez system powiązanych ze sobą mechanizmów
zachęcających i zniechęcających - w
różnym stopniu traktuje w tej kwestii kobiety i mężczyzn. Bycie sexi
oznacza zupełnie co innego dla kobiety i mężczyzny, a przekaz ten zaczyna się
już na etapie wczesnego dzieciństwa.
Postulowany przez feministki pogląd by w równym stopniu zachęcać małe
dziewczynki i małych chłopców do zabaw wykraczających poza kulturową granicę
zabaw „chłopięcych” i „dziewczyńskich” to jedno, a widoczny gołym okiem stan
faktyczny to drugie. Mimo postulowanych zmian podział na zabawy i zabawki
dedykowane dla chłopców i dla dziewczynek ma się dobrze tak w domach, jak i na
podwórkach, w przedszkolach, jak również niemal w każdym sklepie z artykułami
dla dzieci. Po drugie – co w kontekście znaczenia słowa seksi niepokoi jeszcze bardziej – to podstępująca w ostatnich
latach seksulalizacja zabawek adresowanych dla dziewcząt, które siłą rzeczy
oddziaływają również na chłopców i sposób w jaki chłopcy postrzegają
dziewczynki, a po średnio również samych siebie. Zarówno lalki dedykowane i kupowane dziewczynkom od najmłodszych lat, jak i
bohaterki bajek dla dzieci wyglądają bardzo podobnie i odpowiadają
współczesnemu kanonowi urody: pełny
makijaż, rozjaśnione długie włosy, duże oczy, ogromne i zazwyczaj
nienaturalne usta, wielki biust, wąziutka talia i długie szczupłe nogi, do tego
obowiązkowo szpilki, mini spódniczki i odsłonięte brzuchy. Jeszcze gorzej
wygląda to na etapie późniejszym, gdy z wieku przedszkolnego wchodzimy w wiek
szkolny, bo tam zarówno w filmach, bajkach, grach komputerowych czy teledyskach
panuje już jednoznaczny model ciała kobiecego – model który pokazuje zarówno
chłopcom jaki dziewczynkom jakie są kulturowe oczekiwania wobec ciała kobiety. Współcześnie dziewczynki dorastają w
kulturze, która w sposób oczywisty kultywuje seksualność kobiecą, przy czym nie
chodzi tu tylko i wyłącznie o jakakolwiek seksualność, ale o seksualność
wyrażoną jedynym pożądanym modelem wyglądu.
Uważam, że bycie sexi to
współcześnie styl życia i norma zachowań wytworzona przez heteronormatywny
patriarchalny system i zinternalizowana przez wszystkie grupy społeczne, w tym
– co zasługuje na szczególną uwagę – także przez bardzo małe dzieci (głównie
dziewczynki) oraz dojrzale kobiety, które z przerażeniem próbują „leczyć”
drążącą ich organizmy „chorobę”, która utrudnia spełnienie normy sexi, a która doczekała się wypowiadanej
półszeptem nazwy „pesel”. Oczywistym
jest, że dziewczynkom od zawsze i od najmłodszych lat wmawiano, że dbanie o
urodę o treść ich życia, ale współcześnie dbanie o urodę zyskało nowy walor
„bycia sexi”. Wystarczy tylko prześledzić
wycinki z prasy czy obejrzeć kilka filmów fabularnych by dostrzec, że model
kobiecego piękna zmienia się nie z wieku na wiek, ale z dziesięciolecia na
dziesięciolecie, a jak zauważa Magdalena Środa współczesny model kobiecego
piękna jest wyjątkowo wredny i sadystyczny bo jest to model anorektyczny w
którym kobieca piękność to chudość,
gładkość, świetlistość i beżowość. Współcześnie przymiotnikiem sexi nie określilibyśmy kobiety, której
ciało jest masywne, silne, czy obfite, z trudnością przyszłoby nam użyć tego
przymiotnika także w odniesieniu do kobiety dojrzałej – sexi może być tylko taka kobieta której ciało i sylwetka właściwsza
byłaby dla dorastającego chłopca lub dorastającej dziewczynki. Z ciałem kobiety - i tylko kobiety trzeba nieustannie „coś
robić” – golić, depilować, malować, kremować, poddawać zabiegom likwidującym
zmarszczki i cellulit, podczas gdy mężczyzna po prostu ciało posiada. Oczywiście kłamstwem byłoby twierdzenie, że
współcześnie tylko kobiety dbają o swoje ciała, gdyż mężczyźni także dopasowują
swoje ciało obowiązujących kanonów, ale
z całą pewnością brak takiego dopasowania nie niesie za sobą tak daleko
posuniętych sankcji jak w przypadku kanonu obowiązującego dla kobiet. O ile mężczyźni dbając o swoje ciało nie
rezygnują z innych dostępnych kulturowo form samorealizacji, które kultura
promuje w stosunku dla chłopców od najmłodszych lat, o tyle w przypadku kobiet
dbanie o sexi wygląd stanowi coraz częściej jedyna dostępną kulturowo formę
samorealizacji, nazywaną powszechnie forma samodoskonalenia. Kobieta aby być seksi powinna cały czas się doskonalić,
przy czym owo doskonalenie nie ma nic wspólnego z samorozwojem, lecz polega na
nieustannym udoskonalaniu swojego ciała, przy czym realizacja „projektu ciało” jest zadaniem z
góry skazanym na porażkę, albowiem doskonalenie i dyscyplinowanie ciała wymaga
tak daleko posuniętego jego stałego przekształcania i upiekszania, że projekt
ten nie może się nigdy zakończyć. Jednakże - jak zauważa Sandra Lee Bartky –
nawet jeżeli kobiecie uda się wypracować piękne i seksowne ciało to zyskuje
wprawdzie podziw i zainteresoiwanie innych osób, ale niewiele rzeczywistego
prestiżu, gdyż wysiłek włożony w pielęgnowanie swojego ciała jest
deprecjonowany i traktowany jako zajecie trywialne, błahe i nie mające żadnego
większego znaczenia. [Sandra Lee Bartky „Faucault, kobiecość i unowocześnienie
władzy patriarchalnej” w: „Gender. Perspektywa antropologiczna”, Wydawnictwo
Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2007].
Współczesna kultura od najmłodszych lat wmawia dziewczynkom, że
atrakcyjność seksualna to przepustka do największych sukcesów, przy czym – na
co zwraca uwagę Natasha Walter - widoczną silną seksualizację kultury ocenia
się pozytywnie i powszechnie uważa jako oznakę równouprawnienia i wyzwolenia
kobiet, podczas gdy w rzeczywistości przesadnie zseksualizowana kultura jest
niezwykle opresyjna wobec kobiet i zamiast dawać wolność wtłacza kobiecy sukces
w wąskie ramy atrakcyjności seksualnej [Natasha Walker „Żywe lalki. Powrót
seksizmu”, Wydawnictwo Czarna Owca, warszawa 2012]. Oczywiście w obu wskazanych powyżej
przykładowo oczekiwaniach wobec młodych dziewcząt – historycznego już
oczekiwania bycia „grzeczną i ułożoną” oraz oczekiwania „bycia sexi” - określony
kulturowo cel pozostaje niezmienny – wybić się na prowadzenia w wyścigu o
męskie względy, którego ostatecznym finałem ma być zamążpójście, jednakże
współcześnie bycie sexi oznacza
jednocześnie promowanie jednego modelu i obrazu kobiecej seksualności który jak
nigdy wcześniej jest zbliżony do obrazu obowiązującego w seksbiznesie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz