wtorek, 11 marca 2014

Mężczyźni też mają nie najlepiej.



Myślę sobie, że w jakimś sensie za prekursorkę genderowego podejścia do problemu męskości w Polsce można uważać Wisławę Szymborska, która kiedyś z wrodzoną rozwagą skonstatowała:

„Z kolei nie podpisałam jakiegoś apelu przysłanego przez feministki. Wiem, że to potrzebny nurt, ale wolałabym żadnym nurtem nie płynąć. Ja współczuję i mężczyznom, oni mają też swoje stresy i lęki, a w domu czasem jadowite żony".[1]

Nie należy chyba przy tych słowach zbyt zajadle krytykować sformułowania „jadowite żony”, bo i takie się pewnie zdarzają, jak i podobni im mężowie. Doceńmy godną pochwały postawę otwartości na Innego, na jego problemy i niedole. W końcu sama męskość nie jest jednorodnym, homogenicznym pojęciem. I jeśli gender ma za zadanie podkreślić równościowe podejście do spraw płci, to Szymborska wpisała się właśnie (chcąc nie chcąc) w ten  nurt. Łagodnie go oswajając przy tym. Tylko szkoda, że mało kto zagląda dziś do publikacji poświęconych Poetce.

W bardziej dosadny sposób wyraził się na temat męskości Bogusław Linda, dla niektórych aktor kultowy. Istnieje możliwość, że jego wypowiedź dotrze do szerszego grona odbiorców, co sprawi, że być może niektórzy z nich zastanowią się nad trwałością ról społeczno-kulturowych męskich i kobiecych na przestrzeni dziejów:

„Patrząc jak mężczyźni się ubierają, wyglądają, w jaki sposób wypowiadają, widzę, że ten typ męski się zmienił na bardziej kobiecy (śmiech). Bardziej kobiecy typ mężczyzny. Chociaż jak się tak dobrze nad tym zastanowić, to tak już było w wieku XVII. Faceci już wtedy byli bardziej kobieco ubrani od pań, bardziej się malowali".[2]

I znów gender jakieś! Dla przeciwników „ideologii gender” jest to opinia nie do przełknięcia, bo sugeruje relatywizm pojęć i fakt, że „tradycyjne” pojmowanie tradycji nie jest niczym uzasadnione, jeśli się je próbuje wykorzystać instrumentalnie. Co gorsza, Aktor brnie w relatywizm moralny, zamiast grzmieć zgorszony i ostrzegać przed Sodomą i Gomorą: 

„Być może tak to po prostu fluktuuje na przestrzeni dziejów i nie ma się co denerwować. W czasach kiedy siedzimy sobie w wygodnych klimatyzowanych wnętrzach, uprawiamy seks przed laptopem, to jakież to ma znaczenia, czy jest się kobietą, czy mężczyzną. Kiedyś mężczyzna musiał siadać na konia ubierać kożuch, jechać, zdobyć coś do jedzenia, rzucić przed babą. Ona to piekła na ognisku, role były jednoznacznie podzielone. Teraz tego nie ma".[3]

Jak to nie ma? A Polska, Sir?, ciśnie się na usta kwestia madame Walewskiej (znowu ten Zachód zdemoralizowany i jego przedmiotowe wykorzystanie tego, co Polska ma najwartościowszego!) A jeśli ktoś tłumaczy, że role przypisywane kobietom i mężczyznom po prostu się zmieniają w zależności od epoki, geografii i ekonomii, to burzy od razu porządek społeczny…

Słowa cytowanych przeze mnie artystów świadczą o tym, że tematyka równościowa jest stale istotna w dyskursie społecznym i w kulturze, nie tylko popularnej, ale i masowej, choć czasem nie wprost. 

O ile słowa Szymborskiej zwracają uwagę na to, że myślenie równościowe nie może pomijać zróżnicowanej i wcale nie jednoznacznie opresyjnej  roli mężczyzn we współczesnym świecie, o tyle wypowiedź Lindy  zakłada, że taka jest kolej rzeczy, iż świat się zmienia: „[…n]ieśmiało radziłbym żeby się tym całym gadaniem o kryzysie męskości nie przejmować[4] ”.


Podpisuję się pod tym stwierdzeniem obiema rękami. Postawą najwartościowszą wydaje mi się bowiem spokój, umiar  i szacunek dla rozmówców/słuchaczy/słuchaczek. W taki sposób istnieje większa szansa na to, by dotrzeć do nieprzekonanych, niż za pomocą tez radykalnych i kontrowersyjnych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz